50 tys. zł ekwiwalentu dla Bielińskiego za jego... „pracoholizm”

W artykule sprzed ponad roku pt. „Drogi powiat wysysa z nauczycieli” opublikowaliśmy informację o niewiarygodnie wysokiej kwocie w wysokości blisko 30 tys. zł, wypłaconej byłemu już staroście Arturowi Bielińskiemu przez powiat zgorzelecki w ramach ekwiwalentu za niewykorzystany urlop.

Informacja ta o tyle wówczas dodatkowo bulwersowała, że pojawiła się wraz z decyzją tego samego starosty o wstrzymaniu wypłat dodatków motywacyjnych dla nauczycieli powiatowych szkół ponadgimnazjalnych.
A kwoty te - co warto podkreślić - w porównaniu z wypłaconym wówczas staroście ekwiwalentem były śmiesznie niskie i oscylowały w okolicach 30-90 zł na osobę.
Można byłoby zatem zaryzykować twierdzenie, że gdyby nie ów ekwiwalent, nauczyciele otrzymaliby wówczas przysługujące im dodatki.

Temat ten podniósł radny Sławomir Zawada podczas ubiegłorocznej, lutowej sesji Rady Powiatu Zgorzeleckiego, pytając starostę o łączną sumę wypłaconych pracownikom starostwa ekwiwalentów za niewykorzystane urlopy.
Sugerując jednoznacznie, że być może właśnie nieodpowiednie zarządzanie zasobami ludzkimi mogło spowodować wypływ znacznych sum z budżetu z tego tytułu.
Pytanie musiał powtórzyć, bo choć Bieliński ochoczo odnosił się do innych kwestii, temat ten zdawał się celowo pomijać. Jak się okazało, nie bez powodu...
Przyparty do muru poinformował w końcu, że cyt.:
 

„… wypłata ekwiwalentu dotyczyła jego osoby, to wina jego swoistego pracoholizmu. Ekwiwalent nie został wypłacony za ostatni rok, wobec powyższego w tym roku (2015 – przyp. red.) będzie miał podwójny wymiar urlopu do wykorzystania”.


Niestety, ta zdawałoby się oczywista deklaracja dotycząca pełnego wykorzystania urlopu wypoczynkowego wraz z urlopem zaległym w roku 2015 to jedno, a dotrzymanie słowa i „swoisty pracoholizm” - tak bardzo dla starosty opłacalny w wymiarze finansowym - to drugie.

Tuż po odwołaniu starosty z pełnionej funkcji okazało się, że powiat zgorzelecki ponownie zmuszony będzie suto wynagrodzić Bielińskiemu ten jego „swoisty pracoholizm”.
Nie tylko bowiem nie wykorzystał on 8 dni urlopu jeszcze za rok 2014, ale postanowił również zrezygnować z przysługującego mu 26-dniowego okresu wypoczynku w roku 2015.
A jeśli dodać do tego 7 dni niewykorzystanego urlopu w roku bieżącym, kwota ekwiwalentu za niewykorzystany urlop dla Bielińskiego kosztować nas wszystkich będzie ponownie pokaźną kwotę, bo aż ponad 20 tys. zł.

Wychodzi na to, że przez 5 lat swoich rządów w powiecie, Bieliński oprócz maksymalnie wysokiego miesięcznego wynagrodzenia jakie mógł otrzymać starosta zgorzelecki, pobrał z budżetowej kiesy dodatkowo łącznie blisko 50 tys. zł w ramach tzw. ekwiwalentu za niewykorzystany urlop.
Jednorazowo niespełna 30 tys. zł w roku ubiegłym i ponad 20 tys. zł w roku bieżącym.

Ponadto, aby móc rządzić przez kolejną kadencję, ten „swoisty pracoholik” zawiązał niezwykle kosztowną koalicję, która wprawdzie dała mu wystarczające liczebnie poparcie radnych, jednak kosztowała powiatowych podatników kolejne setki tysięcy złotych w zamian za uzgodnione z koalicjantami wprowadzenie do zarządu powiatu etatowego członka.

I choć do wyborów samorządowych aż 2,5 roku, warto chyba o tym pamiętać.
Choćby tylko ze względu na zwykłą obywatelską troskę o jakość zarządzania naszymi wspólnymi przecież, publicznymi środkami.

 

Autor: red.