Konia kują, wójt nogę podstawia

Przed kilkoma dniami na stronie urzędowej Gminy Sulików pojawiła się informacja, która już w tytule wskazuje na ogromne zaangażowanie gminy w inwestycje drogowe. I już w pierwszym zdaniu poniżej czytelnik, chcąc nie chcąc dowiaduje się, kto tak naprawdę „stoi” za tą drogową „rewolucją”. Tą osobą jest, rzecz jasna, nie kto inny, jak pierwszy obywatel gminy, czyli wójt Robert Starzyński.

Na specyficzną formę tego „przekazu do ludności”, przypominającą hurraoptymistyczne doniesienia z frontu robót, wskazujące wówczas, iż PRL rośnie w siłę a ludziom żyje się dostatniej - zwrócił nam uwagę jeden z naszych czytelników. Ponadto, jego zdaniem, gros wskazanych w tekście inwestycji tak naprawdę nie tylko, że nie zostało zainicjowanych przez wójta, to jeszcze środki wygospodarowane na poprawę komfortu jazdy mieszkańców gminy, stanowią drobną część w stosunku do rzeczywistych kosztów, jakie poniesie inwestor.

Inwestycja przywołana jako pierwsza, dotyczy przebudowy drogi w Studniskach. Jak napisano na sulikowskiej stronie urzędowej, to wsparcie finansowe gminy pozwoli na przeprowadzenie tej inwestycji. Przeciętny czytelnik może więc wyciągnąć wniosek, że to rzeczywiście ogromna zasługa wójta, że w ogóle do niej doszło. I nic bardziej mylnego!

Jak zdołaliśmy się dowiedzieć, przy nieznacznych środkach własnych powiatu przyjęło się zasadę współfinansowania inwestycji drogowych zarówno przez Starostwo jak i gminę, na terenie której przebiega droga powiatowa. Przy czym w większości przypadków już zrealizowanych inwestycji, dofinansowanie wynosiło zwykle po 50% na każdą ze stron.
W jednym przypadku  zarząd powiatu zdołał nakłonić gospodarza samorządu do sfinansowania nawet całości drogowej inwestycji. Dotyczyło to ulicy Reymonta w Zgorzelcu, której koszt modernizacji wyniósł ok 4 mln zł.

Wmawianie zatem czytelnikom, że dofinansowanie przez gminę w wysokości zaledwie ¼ całkowitego kosztu remontu pozwoliło powiatowi na przeprowadzenie inwestycji, jest zwyczajną próbą przypisania sobie więcej zasług, aniżeli jest ich w istocie. Bo tak naprawdę wyłącznie dobrej woli zarządu powiatu ze starostą Urszulą Ciupak na czele, mieszkańcy gminy Sulików mogą zawdzięczać realizację tej inwestycji. Przy całkowitym koszcie blisko 1 mln zł, wkład wójta opiewający na nieco ponad 224 tys zł zdaje się być zaledwie kroplą w morzu realnej potrzeby.

Kolejna z wymienionych przez gminę inwestycji jeszcze bardziej zaskakuje, biorąc pod uwagę przywołane wcześniej zdanie wprowadzające do artykułu i brzmiące ni mniej, ni więcej, tylko cyt. „Rok 2017 jest kolejnym, w którym Wójt Gminy Sulików Robert Starzyński stawia na inwestycje drogowe”.

Na pięknym zdjęciu przedstawiającym drogowców w ich potężnych maszynach, wyrównujących nowiutki asfalt, pokazano drogę na trasie Radzimów-Bierna. I choć poprzedzono krótkim opisem, że inwestorem jest zarządca drogi, czyli powiat zgorzelecki, konia z rzędem temu, który wskaże zależność pomiędzy Robertem Starzyńskim, stawiającym w roku 2017 na inwestycje drogowe a drogą, do modernizacji której nie dołożył przysłowiowej złotówki. Do inwestycji pilotowanej przez Starostwo dołożył się Urząd Wojewódzki w wysokości sięgającej mniej więcej 20% kosztu całkowitego. Jednak w żadnym wypadku nie wójt Gminy Sulików!

I w końcu zdjęcie trzecie, przedstawiające dopiero co ukończoną, wyasfaltowaną ulicę, mogącej służyć za sztandarowy przykład pod względem jakości wykonania. W tym konkretnym przypadku, z uwagi na fakt, iż jest to droga gmina, powiat nie partycypował w kosztach modernizacji. Inwestycję współfinansował za to Urząd Wojewódzki w ramach tzw. „popowodziówki”. Droga można by rzec, wzorcowa.
Jednak z uwagi na pozycję społeczną jaką zajmują lokatorzy gospodarstw domowych położonych przy tej drodze, tę wychuchaną i wypieszczoną uliczkę można śmiało określić mianem „pierwszej drogi gminy”.
O tym jednak, kto zamieszkuje w domach przy tej ulicy, w informacji na stronie urzędowej nie ma ani słowa. Najwyraźniej autor tekstu uznał ją za informację mało istotną.

Nasz czytelnik podszedł jednak do sprawy wyremontowanej drogi, przy której gospodarstw domowych leży mniej aniżeli palców u jednej dłoni, nieco inaczej. Według niego: dobry gospodarz najpierw z troską pochyla się nad gospodarstwem, które go żywi i chroni a dopiero później dba o swoją wygodę. W Sulikowie niestety jest nieco inaczej…”.

Poniżej prezentujemy dwa zdjęcia. Pierwsze przedstawia „pierwszą drogę gminy”,  druga natomiast prowadzi do domów… innych mieszkańców ziemi sulikowskiej.

W podsumowaniu można by rzec, iż samorząd w Sulikowie postanowił za wszelką cenę wcielić w życie powiedzenie mówiące o tym, iż „trzeba chwalić się samemu, bo nikt inny tego za nas nie zrobi”. Problem jednak pojawia się wówczas, kiedy nie za bardzo jest się czym pochwalić.
Wówczas sięga się po sukcesy innych. Takie działanie niesie jednakże zagrożenie, że zamiast spodziewanego efektu - w tym przypadku politycznej korzyści – może nastąpić efekt odwrotny od zamierzonego. I zamiast gromkich oklasków, wybuchnie ironiczny śmiech.
Równie gromki, a może nawet bardziej, od oczekiwanych oklasków. 

 



Autor: red.