Zamiast konkretnych działań, przedwyborczy populizm!

W ostatnich dniach na stronie Urzędu Miasta Zgorzelec i urzędowym profilu jednego z portali społecznościowych ukazały się materiały, informujące o podpisaniu umowy pomiędzy miastem a gminą Zgorzelec w sprawie rozpoczęcia prac nad miejsko-gminnym systemem komunikacji zbiorowej.  
Jak czytamy w końcowej części artykułu ze strony zgorzeleckiego magistratu:

…Podpisanie tej deklaracji to pierwszy krok do rozpoczęcia prac nad wspólnym systemem komunikacji publicznej i poprawienia sytuacji, która dla wielu mieszkańców jest sporym utrudnieniem codziennego życia.

Wielu z mieszkańców miasta i okolic, na co dzień zajętych własnymi sprawami i problemami, nie zawsze ma czas na śledzenie poczynań władz samorządowych. Wszyscy jednak pamiętają prężnie działający PKS, po którym dzisiaj pozostały z dnia na dzień popadające w niebyt, straszące ruiny po byłym dworcu  autobusowym w Zgorzelcu.

Kiedy dzisiaj burmistrz „z troską pochyla się” na problemami komunikacyjnymi mieszkańców miasta i gmin ościennych, warto przypomnieć, że to właśnie decyzją jego chyba najbliższego politycznego współpracownika, byłego starosty Artura Bielińskiego (PO), powiat odstąpił od możliwości komunalizacji PKS-u. Co w ostateczności przesądziło o jego upadku.

Nad włączeniem spółki Skarbu Państwa pracował jego poprzednik, starosta Mariusz Tureniec wraz z przedstawicielami upadającego przedsiębiorstwa.
Oczywiście przy jednoczesnym, bezpośrednim kontakcie z właścicielem zgorzeleckiego PKS-u, czyli Skarbem Państwa, który gotów był na daleko posunięte wsparcie w celu ułatwienia wchłonięcia spółki przez powiat.
Do podkreślenia należy fakt, że z możliwości komunalizacji, czyli przejęcia PKS-u, skorzystało wiele samorządów w Polsce i po dziś dzień dawniej państwowy przewoźnik z powodzeniem służy pod szyldem samorządowym tamtejszym mieszkańcom.  

Śladem komunalizowanych przez samorządy PKS-ów szedł Tureniec, jednak jego działania pokrzyżowała kończąca się kadencja i wybory samorządowe 2010 roku. Nowym starostą został Artur Bieliński i jedną z jego pierwszych decyzji (tuż obok likwidacji Zespołu Szkół Zawodowych im. Bohaterów II Armii Wojska Polskiego w Zgorzelcu, zwanych potocznie „Mogiłkami”), było stanowcze odstąpienie od procesu komunalizacji PKS. Następstwem jego NIE, była likwidacja przewoźnika i wyprzedaż jego majątku.

Kiedy dzisiaj burmistrz „z troską pochyla się nad problemami komunikacyjnymi mieszkańców miasta i gmin ościennych”, warto zadać jemu i sobie pytanie: gdzie był Rafał Gronicz, kiedy możliwe było uratowanie spółki a co za tym idzie, przeciwdziałanie dzisiejszym problemom?
Przy wsparciu miasta i dobrych chęciach burmistrza, możliwe było zawiązanie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, której właścicielem byłby samorząd miejski i powiatowy. Taką spółką, stanowiącą współwłasność dwóch samorządów na naszym terenie jest np. Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji „NYSA”, której właścicielami jest gmina i miasto Zgorzelec.

Przy okazji warto zapytać również dziennikarzy czy osób związanych z polityką, aktywnych zarówno w tamtejszym okresie jak i teraz, dlaczego dzisiaj głośno ubolewają nad likwidowanym w Pieńsku - całkowicie prywatnym zakładem pracy - skoro przed kilkoma laty nie wykonali jakiegokolwiek ruchu w celu uratowania państwowego przewoźnika? Gdzie byli wówczas? Jakie działania podejmowali w okresie, kiedy likwidacji ulegała firma, dająca w okresie swojego rozkwitu aż 300 miejsc pracy mieszkańcom regionu?

Jeśli dzisiaj z zazdrością obserwujemy rozwijający się Bolesławiec, który, co chyba nie jest tajemnicą, już dawno pozostawił Zgorzelec daleko w tyle, warto sobie uświadomić, iż przykładem udanej komunalizacji PKS-u, jest właśnie tamtejszy samorząd. Czyli coś, czego nie zrobili ani Bieliński (PO), ani ubolewający dzisiaj nad problemami komunikacyjnymi, burmistrz Gronicz (PO). 

Informacje o przejęciu państwowego przewoźnika przez powiat bolesławiecki, bez trudu można znaleźć na stronie Ministerstwa Skarbu Państwa.  

 

 

Autor: red.